poniedziałek, 9 maja 2011

>> zapiekanka z bakłażana


Proste a zarazem wyrafinowane danie, którego pierwszy raz zasmakowałam we Francji. Najlepiej smakuje w towarzystwie świeżej bagietki.



> 1 duży bakłażan
> koncentrat pomidorowy bądź pomidory w puszce
> tarty ser żółty, bądź mozarella
> ząbek czosnku
> zioła prowansalskie
> sól
> oliwa do smażenia

Bakłażana kroimy w plastry, nacieramy solą i zostawiamy na 10 minut żeby pozbyć się goryczki. Obmywamy z nadmiaru soli i smażymy na dobrze rozgrzanej oliwie z dwóch stron. Na tej samej patelni podsmarzamy czosnek, dodajemy pomidory i zioła prowansalskie. Plastry bakłażana układamy w naczyniu żaroodpornym i zalewamy sosem, posypujemy serem. Zapiekamy ok. 15 minut.

środa, 27 kwietnia 2011

>> sałatka z soczewicy a la mexicana


Prosta, smaczna i pożywna sałatka mojego pomysłu, z kolendrą , limonką i czili które są typowymi przyprawami w Meksyku. Jeżeli jesteście amatorami mocnych wrażeń, możecie dodać posiekane jalapeño. W wersji zpolszczonej natomiast, można użyć natki zamiast kolendry i cytryny zamiast limonki.


> 1 szklanka soczewicy
> 3 pomidory
> pół cebuli
> parę gałązek świeżej kolendry
> sok z 1 limonki
> pół łyżeczki ostrego czili (użyłam chile pasilla)
> sól

Soczewice gotujemy do miękkości (ok. 30 minut), w tym czasie kroimy w kostkę pomidory, siekamy drobno cebulę i kolendrę. Dodajemy ugotowaną soczewicę, przyprawiamy.

poniedziałek, 12 lipca 2010

>> pieczoki znowu żywe oraz podsmażana fasola ze szczawiem i fetą

Uf...
Ponad rok minął od kiedy podzieliłyśmy się z wami przepisem. I mimo tak długiej ciszy, nie zapominacie o pieczokach.
Chyba więc pora na reaktywację :)
W ramach usprawiedliwienia napisze tylko że jedna połowa pieczok na stałe zamieszkała w Mexico City, z kolei druga po tym jak udało jej się jakoś w końcu wydostać z dziwnego zawinięcia czasowego, zajmuje się głównie jazda na rowerze...
Mimo wszelakich przeciwności losu, a również faktu że wspólne gotowanie na tak dużą odległość może okazać się skomplikowane, postaramy się tu wrzucać przepisy w miarę systematycznie :)




A teraz o fasoli. Przepis pojawił się wiosna na blogu Davida Lebovitza, ten z kolei zaczerpnął go z niesamowitej książki nie mniej niesamowitego Yotama Ottolenghi. W oryginale użyty jest sumak, o którym zawsze zapominam, ale jego kwaskowy smak można zastąpić większa ilością szczawiu i soku z cytryny, papryka doda pikanterii ;)

300g (bądź dwie puszki) białej drobnej suchej fasoli,
szczypta kminku i cząbru
1 wiązka dymki, takiej drobno-cebulkowej
2 dorodne wiązki szczawiu
1 główka czosnku
sól
150 gram sera feta
2 łyżeczki papryki - dałam piment d'espelette czyli baskijską papryczkę
pół cytryny
1/4 szklanki oliwy
4 łyżki masła lub ghee

---- dla 4 osób






Namoczoną ( przynajmniej 12 godzin ) fasolę gotujemy na wolnym ogniu razem z kminkiem i cząbrem, aż do momentu kiedy będzie miękka ale ciągle jędrna.
Jeżeli korzystamy z puszkowanej dokładnie ja płuczemy i odsączamy.
Na patelni (jak największej) rozgrzewamy olej i masło i wrzucamy fasolki ( lepiej sprawdza się opcje z własnoręcznym gotowaniem, bo po pierwsze mniej ma konserwantów, a po drugie puszkowana jest raczej miękka co grozi powstaniem ciapy). Dobrze jeżeli pokryją warstwą całą patelnię, bo w tedy każda z nich ma szansę pokryć się chrupiąca przezroczysto-złocista skórką, jeśli patelnia jest zbyt mała złocimy je na kilka tur. Szczaw płuczemy i kroimy w grube paski, zieloną cześć dymki kroimy w około 5 centymetrowe kawałki a białe w kostkę. Podrumienione fasolki ściągamy z patelni i na pozostający na niej tłuszcz wrzucamy dymkę i chwile dusimy, następnie dodajemy fasolę i na końcu szczaw. Mieszamy i ściągamy z ognia zanim ze szczawiu zrobi się szlam (czyli dosyć szybko).
Studzimy do temperatury otoczenia i dodajemy pokrojoną w kostkę fetę, sok z cytryny, paprykę i sól. Najlepiej smakuje od razu po wymieszaniu, razem z pitą czy innym płaskim chlebkiem. kiedy ukrop z nieba leci zastąpi obiad :) p y c h o t a


piątek, 17 lipca 2009

>> znow

Wybaczcie nasza kolejna dlugo nieobecnosc, ale najpierw sracilysmy internet a teraz siedzimy we francji pilnujac dziecakow i nie mamy zbyt wielu okazji aby kozystac z internetu.
Ale obiecujemy nadrobic zaleglosci pod koniec sierpnia bo teraz jet to naprawde, naprawde trudne !!!
Pozdrawiam w imieniu siostr pieczokas :*

poniedziałek, 6 lipca 2009

>> kasza dejneka



Kolejny z pestowych przepisów czyli kasza dejneka. Jedna z moich ulubionych potraw mimo że przez większa cześć mojego życia byłam zdeklarowaną przeciwniczką kaszy gryczanej i wszelkiego zła z nią związanego :) dzięki temu przepisowi nieznacznie zmodyfikowanego przez moja siostrę stałam się gorąca i gorliwą wyznawczynią mocy kaszy gryczanej. Siła prostoty, przywodzi na myśl wakacje na Ukrainie...

> 3 woreczki kaszy gryczanej, bądź po prostu 300 g
> 2 - 3 cebule
> olej rzepakowy
> 200 g śmietany 30%
> jajo
> 400 g chudego twarogu
> 6 średnich pomidorów
> natka pietruszki
> świerzo zmielony czarny pieprz
> sól

Kaszę w woreczkach gotujemy 13 minut, taka gotowana w tradycyjny sposób powinna być na sypko raczej niedogotowana niż miękka. Cebulę siekamy dosyć drobno i smażymy-dusimy aż będzie ciemno złocista, miękka i słodka. W śmietanę ucieramy z twarogiem i jajkiem, dodajemy do nich skarmelizowaną cebulę, świeżo zmielony czarny pieprz i odrobinę soli. Pomidory kroimy w średnio grube plastry. wszystkie składniki dzielimy na trzy części i układamy warstwowo: kaszę, pomidory, masę serowo-śmietanowo-cebulową. pieczemy w rozgrzanym do 180 stopni piekarniku aż górna warstwa się ozłoci ( około pół godziny ).Po nałożeniu na talerz posypujemy posiekaną natką pietruszki.


sobota, 13 czerwca 2009

>> muffiny z białą czekoladą i orzechami włoskimi



> 2 szklanki mąki
> 1 łyżeczka sody
> 1 łyżeczka proszku do pieczenia
> 1/4 łyżeczki soli
> 3/4 szklanki cukru
> 1 jajko
> 3/4 kostki masła
> szklanka jogurtu naturalnego
> 1 lub 2 (według uznania) tabliczki białej czekolady
> szklanka orzechów włoskich

Mąkę mieszamy razem z proszkiem, sodą i solą. Masło w temperaturze pokojowej ubijamy razem z cukrem do puszystej konsystencji, po czym dodajemy jajko dalej miksując. Do tej masy dodajemy jogurt i delikatnie mieszamy. Składniki suche łączymy z mokrymi, dodajemy posiekane orzechy i czekoladę - ciasto mieszamy tylko do zmoczenia wszystkich składników.
Pieczemy ok. 20 minut w temperaturze 200 stopni.

wtorek, 26 maja 2009

>> wegańska setka


Zostałyśmy zainfekowane podwójnie tym wirusem - przez wiecej yofu! i I can't believe it's vegan. Mimo że niejesteśmy (jeszcze!) wegankami to ogrona częśc rzeczy, które jemy mimo wszystko jest wegańska :) Zatem: do dzieła...

Zasady są proste :
1. Kopiujemy listę stu wegańskich produktów.
2. zaznaczamy pogrubiając te, które jedliśmy i wykreślamy lub piszemy kursywą te, których nie mamy zamiaru próbować.
3. Oceniamy, wstawiając plusy, obok produktów, które najbardziej nam smakowały ( 3 plusy to maximum).
4. Zarażamy, tzn. zapraszamy do zabawy przynajmniej jednego bloga o jedzeniu i linka do swoich odpowiedzi umieszczamy w komentarzach do tej oto notki.

* gwiazdką zaznaczyłam jedzone ale nie wegańskie

1. Tempeh
2. Warzywne smoothie ++ [zależy jeszcze jakie]
3. Sojecznica +++ [tak! tak! tak!]
4. Haggis
5. Świeży kokos +++
6. Creme brulee* +++
7. Fondue*
8. Marmite*/Vegemite [sama nie wiem]
9. Barszcz ++
10. Baba ghanoush
11. Nachos
12. Makaron soba +++
13. Klasyczna amerykańska kanapka - masło orzechowe z dżemem +++ [nigdy dośc]
14. Aloo gobi
15. Taco ++ [ale tylko z jkimś dobrym sosikiem]
16. Tajwańska herbata Boba [nie próbowałam ale bardzo chce!!!]
17. Czarna trufla
18. Wino owocowe +++
19. Gyoza*
20. Lody waniliowe*
21. Zielone pomidory +
22. Świeże borówki +++
23. Ceviche
24. Ryż z fasolą ++ [penie byloby na +++ ale przejadlo mi się troche]
25. Knysz
26. Surowa papryka jakaś tam [ ale jaka?]
27. Dulce de leche [ porażką okazaly sie sojowe krówki, które próbowałam zrobic jakiś czas temu, może dulce de leche wyjdzie :)]
28. Kawior
29. Baklava +++
30. Pasztet ++
31. Orzeszki w polewie Wasabi [słabośc do wasbi]
32. Gulasz podawany w chlebie [ale czemu na chlebie :(]
33. Mango lassi
34. Kapusta kiszona +
35. Shake czekoladowy ++
36. Cydr +++ [tylko nie w zbyt dużych ilościach]
37. Rogalik z dżemem ??
38. Galaretka z wódki
39. Bigos [wegańskiemu bigosowi - nie!]
40. Frytki z fastfoodu + [raczej takie z budki]
41. Surowe Brownies +++
42. Młoda cieciorka [czyli jaka? świeża? kiełki?]
43. Dahl +
44. Domowe mleko sojowe + [smakowo] +++ [jako produkt do dlszych poczynań]
45. Wino za ponad 100 zł
46. Stroopwafle +++ [uzależniają]
47. Samosy +++
48. Warzywne Sushi
49. Lukrowane ciasto + [lukier sam w sobie - nie bardzo, ale z ciastem i owszem[
50. Glony zależy jeszcze jakie
51. Opuncja ++ [ ale tylko w formir herbaty - naparu]
52. Umeboshi
53. Jogurt sojowy ++
54. Bagietka z oliwą i pomidorem [ i czosnkiem] +++
55. Wata cukrowa +++
56. Gnocchi +
57. Piña colada*
58. Sok z brzozy
59. Scrapple
60. Draże karobowe
61. Tort czekoladowy*
62. Tekstura sojowa [ no ba!]
63. Kotlety z ciecierzycy +++
64. Curry + [w porywach do] ++
65. Durian [hehe mistyczny owoc]
66. Domowe kiełbaski
67. Churros
68. Wędzone tofu +++
69. Smażone plantany
70. Mochi [kiedyś napewno]
71. Gazpacho + [zdecydowanie wolę nasz polski chłodnik z botwinki]
72. Ciepłe pieguski
73. Absynt
74. Kukurydza na kolbie
75. Bita śmietana prosto z puszki*
76. Grejpfrut +++++++++++++++++++ [bez grejpfrutów życie nic nie było bywarte]
77. Surowe brokuły i kalafior
78. Puree ziemniaczane z sosem
79. Jerky
80. Croissanty ++ [=)]
81. Zupa cebulowa* [ z serem tak! ]
82. Naleśniki na słono +++
83. Słone paluszki
84. Obiad w wegańskiej restauracji [ w wegetariańskiej tak ale w wegńskiej jeszcze nie ]
85. Moussaka
86. Kiełki +++
87. Makaron z "serem"
88. Kwiaty [zawsze chce spróbowac zwłaszcza kwiatów cukini ale zazwyczaj przypomina mi sie o tym w pełni lata]
89. Zupa z pieczonej dyni
90. Biała czekolada
91. Seitan [ sama nie wiem, niezłe wyzwanie ale sam fakt jedzenia wyciągu z mąki ;)]
92. Kimchi
93. Wegańskie żelki +++ [żeli zawsze i wszędzie]
94. Żółty arbuz ++
95. Chili z czekoladą
96. Bułka z wegańskim serem
97. Mleko migdałowe [ zrobię! ]
98. Polenta
99. Jamaiska kawa Blue Mountain
100. Surowe ciasto +++++++++++++++++ [zawsze]

zarażamy uśmiecham- się

wtorek, 19 maja 2009

niedziela, 17 maja 2009

>> gratin z pieczarkami i karmelizowaną cebulą


Francuska wersja zapiekanki z ziemniaków trochę cięższa w smaku od swojej polskiej kuzynki. Mimo że na zdjęciu wygląda to bardzo perwersyjnie i mięśnie danie jest prawie niewinne - z dodatkiem masła i mleka - w oryginalnym przepisie jest śmietana ale obawiałam się że nasze żołądki tego nie przeżyją . Przepis bardziej nadaje się na zimę lub jesień, ale w chłodne wiosenne popołudnie nie zaszkodzi :)

> kilo ziemniaków
> 30 dag pieczarek
> 2 duże cebule
> 20 dag sera żołtego dużo-dziurzastego ( lub jakiegoś innego ostrego w smaku)
> około 3 łyżek masła
> szklanka mleka ( lub troszeczkę więcej )
> pieprz, sól, gałka muszkatałowa
> olej rzepakowy



Ziemniaki myjemy i kroimy w bardzo cienkie plasterki, tak samo pieczarki i cebulę. Posiekaną cebulę wrzucamy na rozgrzany olej i smażymy-dusimy aż się zezłoci. Posiekane pieczarki rownież podsmażamy na oliwie, tak aby odparowały nadmiar wody.
W brytfance układamy warstwowo ziemniaki, cebulę, ser i pieczarki, po każdą warstwę posypujemy przyprawami i płatkami masła, na samym końcu posypujemy serem. Wszystko zalewamy mlekiem (tak by przykryło wszystkie składniki).Pieczemy w rozgrzanym do 180 - 200 stopni piekarniku przez około godzinę. Najlepsze z sałatą w sosie vinegret.

niedziela, 19 kwietnia 2009

>> bruschetta z natką pitrutruszki i kiełkami rzodkiewki


Tidididi di! wróciłyśmy, a właściwie to nasz komputer wrócił... milionowe dzięki za duchowe wsparcie i ciepłe komentarze :)

Korzystając z dopiero co rozpoczętego Dnia czosnku serwujemy bardzo chrupiące i bardzo czosnkowe bruschetty z kiełkami rzodkiewki i pietruszki.

> oliwa
> 4 kromki dobrego chleba
> 2 garście kiełków z rzodkiewki
> natka pietruszki
> 2 ząbki czosnku
> sól
dla dwóch osób

Oliwę rozgrzewamy na patelni, chlebowe kromki opiekamy na tejże oliwie na złoto. Obranymi ząbkami czosnku naciętymi w "kratkę" nacieramy gorące kromki, obficie posypujemy posiekaną natką pietruszki, kiełkami i szczyptom soli gruboziarnistej. Uzależnia i zaczosnkawia.



19 kwietnia 2009r. - Dzień Czosnku


poniedziałek, 23 marca 2009

>> długie milczenie

Wybaczcie nasze długie milczenie i brak odpowiedzi na komentarze, ale nasz komputer padł i chyba nie szybko będzie znowu żywy :(

niedziela, 22 lutego 2009

>> kotleciki z selera i prażonych nasion dyni




> duży seler
> szklanka płatków owsianych błyskawicznych
> 2 garście nasion dyni
> 4 łyżki zarodków pszennych
> sól
> ostra papryka
> olej rzepakowy



Nasiona dyni prażymy na rozgrzanej suchej patelni, mieszając od czasu do czasu, aż do momentu kiedy zaczną "strzelać" a po domu rozejdzie się niesamowity zapach. Szklankę płatków - koniecznie błyskawicznych i koniecznie owsianych - zalewamy gorącom wodą, tak aby wody było około centymetr ponad powierzchnie płatków. Selera, największego jakiego uda nam się znaleźć, obieramy i trzemy na tarce o grubych oczkach. Posiekane byle jak nasiona dyni, starty seler, płatki owsiane, zarodki i przyprawy mieszamy dokładnie i pozostawiamy na kwadrans aby odpoczęły. Na patelni rozgrzewamy dosyć sporo oleju, z masy formujemy płaskie, niezbyt duże kotleciki, i smażymy z dwóch stron na złocisty kolor. Upieczone odsączamy z nadmiaru tłuszczu na papierowym ręczniku. Idealne na ciepło do obiadu ale mogą tez wylądować między dwoma kawałkami pieczywa :)

sobota, 7 lutego 2009

>> prawie wiosenna kanapka


Za oknem powiało wiosną, takie kanapki z nadzieją na jej szybkie przyjcie ;)

> żytnie podłużne bułeczki
> sojonez ( lub majonez )
> pomidor
> ogórek kiszony
> tofu wędzone
> rzodkiewka
> garść świeżego szpinaku
> oliwa z oliwek( opcjonalnnie )

Warzywa myjemy, pomidora, ogórka, rzodkiewkę i tofu kroimy w plastry i kładziemy razem ze szpinakiem na przekrojone bułki posmarowane kapką sojonezu lub oliwą z oliwek. Voila :)

niedziela, 1 lutego 2009

>> szybki ryż curry



Taki szybki ryż, może być solo ( lunch), jako dodatek do pieczonych warzyw, lub jakowyś kotletów, lub jako baza wyjściowa do jakiegoś bardziej bogatego w składniki ryżu z warzywami.
Równie dobry na ciepło jak i na zimno.

> szklanka brązowego ryżu
> pół puszki kukurydzy
> dwie marchewki
> sól

na masale, po szczypcie:
> curry
> zmielonego kuminu
> kardamonu
> utłuczonej kolendry
> bardzo drobno posiekanego imbiru
> chili

> oliwa

Do garnka o grubym dnie nalewamy oliwę i jeszcze zanim się rozgrzeje dodajemy masalę - ostatnio moja skłonność do przesady sprawiła ,że wszelakie masale w moim wykonaniu przestały być jadalne dla rodziny - polecam dać mniej niż więcej.Kiedy po poczujemy zapach przypraw a oliwa będzie gorąca wsypujemy opłukany uprzednio i wysuszony ryż i prażymy go około 3 minuty mieszając razem z olejem i przyprawami. Wszystko zalewamy dwoma szklankami zimnej wody i przykrywamy przykrywką. Nie mieszamy bo wtedy ryż przywrze do dna i przypali się zanim będzie miękki. Obrane i umyte marchewki kroimy w kostkę i dodajemy na wierzch gotującego się ryżu gdy cała prawie woda będzie wchłonięta ( po około 20 minutach), nie mieszamy. Przykrywamy pokrywką i gotujemy jeszcze kilka minut, aż marchewka zmięknie ale ciągle będzie jędrna, wtedy dodajemy odsączoną kukurydzę, szczyptę soli i mieszamy wszystko razem i gotowe.

niedziela, 18 stycznia 2009

>> rozsół


Taka moja odpowiedź na " no, ale rosołu bez mięsa to nie zrobisz..." - proszę państwa oto i rosół :) Aromatyczny, klarowny, mocny i rozgrzewający. Może być wykorzystany jako baza do innych zup lub sosów. Zainspirowałam się przepisem i kostkę rosołową z VeganYumYum, natomiast aby wydobyć maksimum aromatu z warzyw postanowiłam wysmarować je oliwą z oliwek i wstawić na pół godziny do piekarnika, pozostawiając samą cebulę odrobinę dłużej, aż zbrązowi się ładnie. Bazą rosołu są marchewki, pietruszki, seler i cebula, ale właściwie możemy którekolwiek z warzyw które akurat mamy pod ręką lub w kuchni. Jeżeli chcemy aby nasz rosół był bardziej aromatyczny dodajmy kawałek imbiru - tylko nie może on gotować się zbyt długo bo wyjdzie nam istna zupa imbirowa. To samo tyczy się suszonej papryczki gdy zupa osiągnie już należyty smak pozbywamy się jej. Z kolei jeżeli nie chcemy aby rosół był zbyt słodki dajemy czosnek ( cała główkę razem ze skorupkami). Jeżeli chcemy go przechowywać dłużej należy wyłowić z niego wszystkie warzywa i przyprawy, najlepiej przecedzając przez sitko.

opcja podstawowa:
> 2 spore marchewki
> 2 pietruszki
> pół selera
> cebula lub 2
> oliwa z oliwek
> 3 liście laurowe
> 4 kulki ziela angielskiego
> 4 kulki owoców jałowca
> garstka kolorowego pieprzu
> suszona papryczka - czuszka ( opcjonalnie )
> sól

Obrane ( z wyjątkiem cebuli) i umyte warzywa kroimy w spore kawałki skrapiamy oliwa i wstawiamy do rozgrzanego piekarnika na pół godziny. Cebulę pozostawiamy na chwilę dłużej natomiast warzywa i oliwę z blachy przekładamy do garnka zalewamy wodą, dorzucamy przyprawy, sól i gotujemy na małym ogniu. Dodajemy zbrązowioną cebulkę i suchą papryczkę, wszystko gotujemy aż wywar zyska złoty kolor a warzywa będą miękkie. Podajemy z makaronem, natką świeżej pietruszki i wyłowioną z wywaru pokrojona marchewką. Smacznego!

niedziela, 11 stycznia 2009

>> kotleciki cukiniowe


Zweganizowana wersja placków cukiniowych Seby, które to jadłyśmy podczas ostatniej wizyty u Skofji. Jajka postanowiłam zastąpić mąką kukurydzianą i otrębami a cukinie pozostawić w skórkach...

> 2 średniej wielkości cukinie
> przyzwoitych rozmiarów marchewka
> czerwona cebula
> 2 łyżki mąki kukurydzianej
> 2 łyżki otrębów pszennych
> łyżka zarodków pszennych
> sól
> pieprz czarny
> oliwa do smażenia


Umyte cukinie i marchew trzemy na drobnej tarce, po czym starannie odciskamy i wylewamy sok, cebule siekamy w miarę drobno. Wszystko mieszamy razem z mąką kukurydzianą, otrębami i zarodkami pszennymi, doprawiamy solą i pieprzem. Dajemy masie chwilę czasu aby "odpoczęła". Na rozgrzaną oliwę kładziemy uformowane kotleciki i smażymy z obu stron, bardzo ostrożnie je przewracając aby się nie rozwaliły :) dobrze smakują w towarzystwie pikantnego sosiku, może być taki na bazie sojonezu z chili, albo imbirowo - pomidorowego, możliwe że niezłe byłyby w bułce, lecz zbyt szybko znikają z talerza

czwartek, 1 stycznia 2009

>> hapi nju jer!


Aby ten nowy rok był lepszy niż poprzednie, bez zakalców i solonezów ;) nie tylko zdrowy, ale też i smaczny ...

czwartek, 25 grudnia 2008

sobota, 15 listopada 2008

>> korzenne ciasto z jabłkami i okarom


Jestem wielką fanka domowego tofu ( ogólnie tofu - nie musi być domowe ważne żeby było i nadawało się do zjedzenia) i w ogóle wszelkiego użycia soji w kuchni, ale sytuacja ostatnimi czasy zaczyna być dramatyczna. Tak to okara powstrzymuje mnie od wytwarzania większej ilości tofu (a zarazem jeszcze większej ilości jej samej) Czasami nawet zastanawiam się nad założeniem restauracji lub jadłodajni której specjalnością byłyby dania z okary, albo ogłoszeń w gazecie i na ulicach, że: oto maja państwo wspaniałą okazje zdobycia okary! gratis!! W poszukiwaniu ratunku w sieci znalazłam Okara Mountain którego to autorka walczy ze swoją góra okary...
W oko mi się rzucił przepis na ciasto z jabłkami - bo pora jabłkowa, oto on po nieznacznych modyfikacjach:

mokre:
> 2 szklanki duszonych jabłek ( mogą byc takie ze sklepu na szarlotkę a mogą być domowej produkcji)
> szklanka oleju słonecznikowego
> szklanka okary
> 1 i 1/2 szklanki cukru
> 2 łyżeczki sody
> cukier waniliowy

suche:
> 4 szklanki mąki pszennej
> szklanka mąki pszennej razowej
> 2 łyżeczki cynamonu
> 2 łyżeczki curry
> łyżeczka startego imbiru
> szczypta soli
> szklanka orzechów
> 1 i 1/2 szklanki rodzynek

Przyprawę do pierników, która by tu idealnie pasowała gdyby tylko udało mi się ją znaleźć gdzieś w kuchni, zastąpiłam mieszanką egzotyczną - z cynamonu, curry i imbiru :) Mokre składniki mieszamy dokładnie w jednej misce, a suche w drugiej - nie wiem czy ma to znaczący wpływ na ciasto, ale zastosowałam się do polecenia :) Następnie łączymy wszystko dokładnie, masa powinna być dosyć spójna. Przekładamy do natłuszczonej blachy ( a właściwie blach bo masy wychodzi naprawdę pokaźną ilość) i pieczemy w rozgrzanym do 200 stopni piekarniku przez około 20 do 30 minut.
Niesamowicie smakuje na ciepło razem z lodami, ale broni się też po wystygnięciu, a nawet jako drugie śniadanie :)


poniedziałek, 3 listopada 2008